Reklama

Adopcja - nowe rozdanie

Niedziela Ogólnopolska 2/2012, str. 34-35

GRAZIAKO/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nowe przepisy dotyczące adopcji i tzw. pieczy zastępczej zaczynają obowiązywać od stycznia 2012 r. Twórcy ustawy są przekonani, że nowe rozwiązania prawne skrócą czas oczekiwania na dziecko - dzieci nie będą latami tkwić w bidulach, a rodziny, które nie dają sobie rady z trudami życia, znajdą nowego sprzymierzeńca. Krytycy nowelizacji są przeciwnego zdania - szykuje się rewolucja, która nikomu nie przyniesie korzyści. Kto ma rację - jak zwykle rozstrzygnie życie.

Zmiany, ale czy na lepsze?

Reklama

Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej ma - i to jest jej główne przesłanie - uprościć do minimum procedury adopcyjne. Zdaniem ustawodawcy, sądy i urzędnicy do tej pory działali zbyt opieszale. Sytuacje, gdy matce, która ledwie interesuje się dzieckiem, sąd nie odbiera praw rodzicielskich w złudnej nadziei, że się poprawi, co dla dziecka oznacza kolejny rok w bidulu, wcale nie są incydentalne. I to trzeba zmienić natychmiast.
Po drugie - nowa ustawa ma spowodować, że w kraju znacznie zmniejszy się liczba domów dziecka. Do tych, które zostaną, mają trafiać jedynie starsze dzieci lub te sprawiające problemy wychowawcze czy wymagające specjalistycznej opieki.
Po trzecie - ustawa kładzie akcent na wsparcie rodziny z problemami, a nie - często bezlitosne i bezmyślne, choć zgodne z literą prawa - odbieranie jej dziecka. Nowy przepis powołuje asystenta rodzinnego, który ma współuczestniczyć w rozwiązywaniu problemów powierzonej mu rodziny - od kwestii finansowych, w tym w planowaniu budżetu, zaciąganiu kredytów, przez wychowanie dzieci, pomoc w załatwianiu spraw w urzędach, szkołach, po pisanie podań, wniosków itd. Sporo zmian szykuje się w sferze placówek adopcyjnych. W tej chwili w Polsce działa ponad 100 ośrodków adopcyjnych, z czego 50 to placówki państwowe. Do tej pory podlegały one starostom. W tym roku przechodzą pod zarząd urzędów marszałkowskich. Do końca 2011 r. musiały więc zostać zlikwidowane, by w styczniu br. marszałkowie mogli powołać nowe. W praktyce zapewne będzie tak, że te już działające przejdą formalnie pod jego kuratelę, choć i tutaj nie będzie łatwo. Te, które ocaleją, muszą udowodnić swoją przydatność. Każda publiczna placówka musi mieć na swoim koncie 10 udanych adopcji, prywatna - aż 20. W przypadku tych ostatnich brak aktywności placówki może wzbudzić w urzędnikach podejrzenie, że personelowi chodziło nie tyle o dobro dziecka, ile o organizowanie odpłatnych kursów. Pracownicy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej zwracają uwagę, że w niektórych województwach działa nawet kilkanaście takich ośrodków, a w innych kilka. Niektóre nie przeprowadziły ani jednej adopcji od lat. Najbardziej aktywne natomiast potrafią umieścić w rodzinach nawet 70 dzieci rocznie. Skąd te rozbieżności?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Po pierwsze - pieniądze

W Polsce przeprowadza się za mało adopcji rocznie. Na kolejne dzieci małżeństwa, już sprawdzone adopcyjnie, czekają 3-4 lata. Wiadomo, że dzieci nie wolno rozdawać na prawo i lewo, ale system ten, także rodziny zastępczej niespokrewnionej, musi przybrać inną formę - przekonują twórcy nowych przepisów. I tu zaczynają się schody.
Państwo przeznacza za mało pieniędzy na działanie ośrodków opiekuńczo-adopcyjnych - ripostują w swoim liście do premiera członkowie Ogólnopolskiej Koalicji Ośrodków Adopcyjno-Opiekuńczych. W liście tym czytamy m.in.: „Przewidziano kwotę 5,25 mln zł na prowadzenie postępowań w sprawach o adopcję. Z naszej oceny wynika, że planowana kwota nie zabezpieczy realizacji większości zadań nałożonych przez ustawę na ośrodki adopcyjne. W przeliczeniu na liczbę województw średnio na jedno województwo przypada kwota 325 tys. zł, co nie wystarcza nawet na utrzymanie jednego ośrodka na terenie województwa. (...) Z danych statystycznych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w skali kraju w 2010 r. przeprowadzono 3356 adopcji. Przy obowiązującym standardzie pobytu 30 dzieci w jednej placówce opiekuńczo-wychowawczej można uznać, że rocznie wszystkie dzieci z ponad 100 domów dziecka trafiają do nowych rodzin. Dzieje się tak dzięki rzetelnej pracy osób zatrudnionych w ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych. Rodzina adopcyjna, przejmująca opiekę nad przysposobionym dzieckiem, «zdejmuje» zatem z budżetu państwa koszt utrzymania dziecka w różnych formach opieki instytucjonalnej i zastępczej, który miesięcznie wynosi od 2500 zł do 6000 zł.
Przyjmując, że przeciętny czas pobytu dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej wynosi 6 miesięcy, generuje to roczne oszczędności w budżecie państwa w wysokości ok. 80 mln zł. Jednocześnie należy pamiętać, że dziecko przysposobione całkowicie «wychodzi» z systemu pomocy społecznej. Ograniczenie środków finansowych na utworzenie ośrodków adopcyjnych drastycznie spowolni procedury adopcyjne, a ustawodawca zakłada ich przyspieszenie!” - napisała w imieniu Ogólnopolskiej Koalicji Ośrodków Adopcyjno-Opiekuńczych Anna Wójcik.
Sporną kwestią jest koszt adopcji. Kandydaci na rodziców będą musieli teraz odbyć szkolenie, które dawniej nie było wymagane. Ma ono trwać aż 45 godzin - co oznacza w praktyce 10-15 spotkań po 3 godziny. Jeśli rodzice nie mieszkają w miejscu, gdzie się je organizuje, będzie kłopot z dotarciem. Szkolenia te są na dodatek odpłatne - półtora najniższej pensji krajowej, czyli ok. 2 tys. zł, plus wspomniane już koszty dojazdów (adopcja ze wskazaniem to koszt grubo ponad 30 tys. zł). Bez żadnej gwarancji, że po zakończeniu szkolenia i pozytywnej opinii kandydaci na rodziców zastępczych otrzymają realną szansę na dziecko. Znamy sytuacje, gdy małżeństwo w średnim wieku po odbyciu przez nie wszelkich wymaganych kursów i zebraniu pliku zaświadczeń odsyłano z kwitkiem właśnie ze względu na wiek. Nikomu nie przyszło do głowy uprzedzić małżonków wcześniej, że są za starzy. Na rodziców adopcyjnych zgłaszają się coraz młodsze małżeństwa, u których wykryto nieuleczalną bezpłodność. Oni z kolei mogą okazać się zbyt niedoświadczeni. Jedna z pracownic ośrodka miała do czynienia z młodziutkimi ludźmi, którzy zrezygnowali z adopcji pięć minut przed sądowym orzeczeniem, bo... postanowili się rozwieść. A co z rodzicami, którzy przeszli proces przygotowania według poprzedniego systemu? A co z rodzicami, którzy chcą adoptować kolejne dziecko? Powinni przechodzić cały cykl od nowa?

Przepisy swoją drogą, życie - swoją

Ile adopcji, tyle wzruszających historii. Nie zawsze jednak ze szczęśliwym zakończeniem. Każda para czy osoba samotna pragnąca adoptować dziecko musi przejść cykl spotkań, testy psychologiczne, rozmowy z psychologiem i pedagogiem, wywiad w miejscu zamieszkania i na koniec stanąć przed komisją, która zdecyduje, czy kandydaci nadają się na rodziców. Wielka niewiadoma. Niektórym udaje się po kilku miesiącach, innym po latach. Nie zraża ich, że przeznaczone im dziecko może okazać się obciążone genetyczną chorobą czy jest z widocznym kalectwem. Czasy, gdy „takie” dzieci adoptowały jedynie osoby z zagranicy, to przeszłość. Ciągle jednak pozostaje kwestia życzliwych, rozsądnych ludzi, którzy decydują o losie niechcianego dziecka i o losie rodzin, które zdolne są obdarować je miłością. Przepisami nie wszystko da się wyreżyserować. W Polsce, i z tym nikt nie dyskutuje, za dużo dzieci przebywa w domach dziecka, podczas gdy po drugiej stronie czekają małżeństwa otwierające dla nich dom. Między nimi jest przepaść przepisów prawnych, ludzkiej bierności, braku fachowości i zwyczajnej obojętności. Czy nowe prawo zdoła choć w części zasypać tę przepaść?

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Z samego dna wydobył mnie ten cudowny koralik”. Poruszające świadectwo Dariusza Stemplewskiego

2026-10-05 20:58

[ TEMATY ]

świadectwo

Karolina Krasowska

Dariusz Stemplewski zaprasza do udziału w akcji "Ratujmy świat z Maryją - Różaniec 24H"

Dariusz Stemplewski zaprasza do udziału w akcji Ratujmy świat z Maryją - Różaniec 24H

W roku jubileuszu 200-lecia Żywego Różańca do sanktuarium w Rokitnie pielgrzymowali członkowie Róż Żywego Różańca i Apostolatu Margaretka. Podczas spotkania, na które złożyły się wspólna modlitwa, koncert oraz Msza św., poruszające świadectwo wygłosił Dariusz Stemplewski. Jego słowa przypominają, że w dobie narastającego niepokoju i osobistych kryzysów, różaniec wciąż pozostaje potężnym ratunkiem i kołem ratunkowym wyciągającym z najgłębszych życiowych dołków.

Żyjemy w czasach, w których nie ma już miejsca na półśrodki. Wydarzenia zaledwie z ostatniego tygodnia – informacja o powstaniu "abortomatu" w Warszawie czy profanacja figury Matki Bożej przez dwóch młodych ludzi, którzy na nią wskoczyli, udając akt seksualny i ją policzkując – dają wiele do myślenia. Jeśli ktoś zastanawiał się, czy nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca jest dziś ważne i czy to, co mówiła Matka Boża w Fatimie o wynagradzaniu, wciąż pozostaje aktualne, ma przed sobą jasną odpowiedź.
CZYTAJ DALEJ

Dobra Marta i dobra Maria mieszkają w jednym domu Kościoła

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Joanna Popławska

Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
CZYTAJ DALEJ

ONZ chce, żeby nastolatki mogły wykonywać aborcję bez zgody rodziców?

2026-10-06 11:05

[ TEMATY ]

aborcja

ONZ

nastolatki

bez zgody rodziców

Adobe Stock

Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka (OHCHR) zaleca państwom dekryminalizację aborcji wśród nastolatek i zniesienie wymogu zgody rodziców na świadczenia z zakresu tzw. zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Raport „Przyspieszenie postępu w zapobieganiu ciążom wśród nastolatek” krytykuje edukację opartą na wstrzemięźliwości, określając ją jako potencjalnie „nieścisłą lub stronniczą” - zwraca uwagę Instytut Ordo Iuris.

Dokument przygotowany na zlecenie Rady Praw Człowieka ONZ wskazuje na skalę problemu: w 2025 r. na całym świecie dziewczęta w wieku 10-19 lat urodziły około 12,3 mln dzieci, a w krajach o niskich i średnich dochodach zachodzi w ciążę około 21 mln nastolatek rocznie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję