Reklama

Historia

My som Poloki

Naród, który nie walczy o swoje prawa, skazuje się na ich utratę.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Słowa te powtarzał często Wojciech Korfanty. I mogłyby one stać się mottem wydarzeń, które rozegrały się na Górnym Śląsku wiosną 1921 r. Tam, gdzie węgiel i stal były nie tylko bogactwem ziemi, ale i miarą geopolitycznego znaczenia regionu, rozstrzygał się los tysięcy Polaków – ich tożsamości, języka i przyszłości. Trzy powstania śląskie, a zwłaszcza ostatnie z nich, były świadectwem, że odradzająca się po latach niewoli Polska potrafi upominać się o swoje prawa, nie tylko prowadząc gry dyplomatyczne, ale przede wszystkim czynem zbrojnym, krwią i determinacją swych obywateli.

Sporne ziemie

Reklama

Górny Śląsk od stuleci pozostawał obszarem ścierania się różnych wpływów. Historycznie, bo od czasów pierwszych Piastów, związany był z państwowością polską, ale potem przechodził z rąk do rąk i znajdował się pod panowaniem czeskim, habsburskim, a wreszcie pruskim. W XIX wieku, gdy Polski na mapach Europy nie było, wraz z rozwojem przemysłu region ten stał się jednym z najważniejszych ośrodków gospodarczych Europy. Pod warstwą industrialnego rozwoju trwała jednak cicha walka o duszę tej ziemi. Germanizacja, prowadzona konsekwentnie przez państwo pruskie, zwłaszcza w czasach kanclerza Bismarcka, nie zdołała wykorzenić polskiej tożsamości. Jak trafnie zauważył Józef Piłsudski: „Narodu nie można zabić ustawą ani rozporządzeniem”. Te słowa znajdowały potwierdzenie w śląskich familokach, gdzie mimo presji administracyjnej i szkolnej wciąż mówiono i modlono się po polsku, śpiewano polskie pieśni i pielęgnowano tradycje. Zakończenie I wojny światowej otworzyło nowy rozdział w dziejach Europy, a upadek mocarstw zaborczych umożliwił wybicie się Polski na wymarzoną niepodległość. Kształt jej granic nie był jednak oczywisty. Miały zostać wyznaczone zarówno na polach bitew, jak i przy stołach konferencyjnych. Wśród głównych graczy konferencji pokojowej, która odbywała się w Wersalu, nie było jednomyślności co do powojennych losów Górnego Śląska. Mimo usilnych starań polskich delegatów – Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego przeważył pogląd niezwykle niechętnego Polsce premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyda George’a, aby o przynależności tych ziem zdecydował plebiscyt. Za podjęciem takiej decyzji stały zakulisowe gry prowadzone przez niemieckich emisariuszy. Zgodnie z traktatem pokojowym pokonane Niemcy miały bowiem płacić Francji i Wielkiej Brytanii ogromne reparacje wojenne. Niemcy zręcznie przekonali przede wszystkim Anglików, że nie będą mogli tego czynić, jeśli pozbawi się ich uprzemysłowionego regionu. Pragmatyzm chwili zwyciężył nad dziejową sprawiedliwością. Co więcej – dopuszczono możliwość, aby w plebiscycie uczestniczyli nie tylko mieszkańcy tych ziem, ale również ludzie tam urodzeni, a mieszkający obecnie w innych zakątkach Niemiec. Oznaczało to, że prawie 200 tys. „śląskich emigrantów” mogło wziąć udział w głosowaniu. A jak się okazało, w 90% głosowali oni za przyłączeniem tych ziem do Niemiec.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

O Polski Śląsk

Pierwszy zryw Polaków wybuchł 17 sierpnia 1919 r. i trwał zaledwie kilka dni. Żołnierze Polskiej Organizacji Wojskowej pod wodzą Alfonsa Zgrzebnioka chcieli z jednej strony zamanifestować przywiązanie do tych ziem, a z drugiej – położyć kres represjom, które dotykały Polaków ze strony niemieckiej policji. Kilka miesięcy później na Górny Śląsk wkroczyły kilkunastotysięczne oddziały wojsk francuskich, brytyjskich i włoskich, które miały strzec porządku w regionie do czasu rozstrzygnięcia plebiscytu. W Opolu utworzono Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i Plebiscytową, pod której kontrolą znalazł się obszar liczący prawie 11 tys. km2, zamieszkały przez prawie 2 mln ludności. Równolegle w Katowicach utworzono Niemiecki, a w Bytomiu Polski Komisariat Plebiscytowy, na czele którego stanął wytrawny i doświadczony polityk, a zarazem syn górnika i niestrudzony propagator polskości Śląska – Wojciech Korfanty. Czas przygotowań do plebiscytu zbiegł się jednak z walką o ocalenie niepodległości Polski, czyli obroną kraju przed najazdem bolszewickim, co w naturalny sposób absorbowało działania czynników państwowych i wojskowych. Kiedy w połowie sierpnia 1920 r. zaczynała się pod Warszawą „osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata”, Niemcy tak bardzo uwierzyli w możliwość zwycięstwa czerwonych hord Lenina i Trockiego oraz w upadek polskiej państwowości, że rozpoczęli rozruchy wymierzone nie tylko w żywioł polski, ale też w siły międzynarodowe stacjonujące na Górnym Śląsku. Gorąco wspierali ich miejscowi komuniści. W odpowiedzi w nocy z 19 na 20 sierpnia 1920 r. wybuchło drugie powstanie śląskie, które – choć trwało zaledwie tydzień – spełniło swój główny cel: pod zarządem alianckim powstała mieszana polsko-niemiecka policja, która miała strzec porządku do czasu głosowania. Plebiscyt odbył się 20 marca 1921 r. Dopuszczenie do głosowania ludności mieszkającej poza Górnym Śląskiem przyniosło nieszczęsne owoce. Za Polską opowiedziało się 479 tys. osób, a za Niemcami – aż 708 tys. Nie było jasne, jak do wyniku odniosą się zachodnie mocarstwa. Wobec wygranej Niemcy zażądali bowiem przyznania im całego terenu i ponownie sięgnęli po szantaż. „Francuzów straszyli zapowiedzią, iż w razie utraty Śląska nie będą w stanie płacić odszkodowań, Anglikom zaś tłumaczyli, że Śląsk z jego hutami i kopalniami zamrze pod «nieudolnymi» rządami polskimi, Rzesza zaś jest zbyt pokrzywdzona i osłabiona przez traktat wersalski, wydarcie więc jej śląskiego okręgu przemysłowego byłoby nie tylko nadmiernie krzywdzącym ciosem, ale przekreśliłoby też rachuby angielskie na niemiecki rynek” – napisał świadek epoki Władysław Pobóg-Malinowski.

Idymy na Niemca

Niepewni swego losu Polacy po raz trzeci chwycili za broń. W nocy z 2 na 3 maja 1921 r. we wszystkich kopalniach rozpoczął się strajk generalny, do którego przystąpiło ponad 300 tys. robotników. Nad ranem wojska powstańcze, składające się głównie z konspiratorów POW, zaczęły zajmować teren objęty wcześniej plebiscytem. Atak poprzedziła akcja dywersyjna „Mosty” prowadzona skutecznie przez oddział byłego legionisty z I Brygady kpt. Tadeusza Puszczyńskiego ps. Wawelberg, w wyniku której na odcinku 90 km zniszczono linie kolejowe i mosty, co umożliwiło powstańcom dotarcie aż do Odry, a Niemcom przekreśliło możliwość przybycia odsieczy. „Lud górnośląski w ciągu ostatnich dwóch lat chwyta za oręż po raz trzeci, by zrzucić z siebie ciężkie jarzmo prusko-niemieckie. Lud przelewa strumienie krwi, aby nareszcie wywalczyć sobie wolność i połączyć się po wiekowej rozłące z ukochaną Macierzą Polską” – napisał w odezwie Wojciech Korfanty, który został politycznym przywódcą zrywu. W ciągu tygodnia wojska powstańcze pod wodzą płk. Macieja Mielżyńskiego, w którego sztabie znaczącą rolę odegrał późniejszy wojewoda śląski i przewodniczący ZHP Michał Grażyński, opanowały cały teren plebiscytowy. Niemcy stawiali zacięty opór i ciężkie walki trwały do połowy czerwca 1921 r., a ich symbolem stały się krwawy bój o Górę św. Anny i bitwa pod Olzą. Sukcesy powstańców dawały jednak argumenty w rozmowach z zachodnimi mocarstwami. O ile przed wybuchem powstania dominował pogląd, że w najlepszym przypadku Polska otrzyma skrawki powiatu katowickiego i południowo-wschodnie obszary rolnicze, a Niemcy – cały obszar przemysłowy, o tyle teraz powracano w dyskusjach do koncepcji zwanej „linią Korfantego”, którą wspierał francuski generał Henri Le Rond, czyli przyznania Polsce znacznej części terenów przemysłowych, co byłoby zbawienne dla gospodarki odradzającego się kraju. Zwycięstwa militarne, okupione krwią powstańców, przełożyły się na sukces polityczny, co w dziejach polskich zrywów nie było zjawiskiem częstym. 5 lipca 1921 r. podpisano rozejm, a trzy miesiące później na konferencji ambasadorów Rady Ligi Narodów zdecydowano o finalnym podziale Górnego Śląska. Do Polski przyłączono wprawdzie tylko 30% terenu, ale na przyznanym obszarze znajdowały się większość górnośląskich kopalni węgla, ołowiu, cynku oraz stalownie i huty. „Godzina wolności wybiła” – napisał Wojciech Korfanty. „Stajemy się panami własnego domu. Bądźmy mądrymi i roztropnymi gospodarzami”. Rok później wojska dowodzone przez gen. Stanisława Szeptyckiego oficjalnie wkroczyły na Górny Śląsk, witane ze łzami radości przez tysiące Ślązaków, do których po latach powróciła Polska.

Autor jest historykiem, doradcą Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2026-04-21 13:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Naszym obowiązkiem jest pamięć

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu na Podkarpaciu obchodzono w Krośnie, Rzeszowie, Jarosławiu, Kolbuszowej i Lubaczowie

W okresie międzywojennym, według spisu ludności z 1931 r., na 6251 mieszkańców Lubaczowa 1794 osoby przyznawały się do wyznania mojżeszowego, a przed wybuchem wojny Żydzi przekroczyli liczbę 2 tys. osób. Jesienią 1942 r. okupanci ustanowili w tym mieście getto. Od 1 grudnia tegoż roku „żydowska dzielnica mieszkaniowa” – jak z obłudą gestapowcy ją nazwali – została zamknięta, co oznaczało zakaz jej opuszczenia pod karą śmierci. W lubaczowskim getcie przebywało ok. 6 tys. Żydów. Z niego wysyłano transporty śmierci do obozu zagłady w Bełżcu, a gdy ten został zamknięty w grudniu 1942 r., do obozu zagłady w Sobiborze. Na początku stycznia 1943 r. niemieckie formacje SS i policji ukraińskiej zaczęły rozstrzeliwać ludność żydowską na miejscu. 8 stycznia 1943 r. rozpoczęła się likwidacja getta. Oddział likwidacyjny wypędzał Żydów z domów na ulice, opornych i ukrywających się zabijano. Żydów ustawiano w kolumny i godzinami kazano stać na siarczystym mrozie. Upadali z głodu i zimna. Ciała saniami wywożono na cmentarz. Te tragiczne wydarzenia tak opisał ks. Józef Mroczkowski w „Kronice parafialnej”: „W jasny mroźny dzień 8 stycznia wyszło z gmachu żandarmerii w Lubaczowie kilkudziesięciu wypasionych Niemców i policjantów ukraińskich: jedni stanęli na rogach i wylotach ulic, inni wtargnęli w środek dzielnicy żydowskiej i zaczęli strzelać. Mężczyznę, kobietę, starca, dziecko – bez litości, bez awantur, spokojnie i na zimno. Padały trupy gęsto i rzęsiście – i „praca” trwała dwie i trzy godziny, aż do utrudzenia, aż do potu czoła…, aż zabrakło stojących na nogach”. Ponad tysiąc osób pochowano na miejscowym żydowskim cmentarzu. Tych, którzy przeżyli, popędzono na „Pole plebańskie” między Dachnowem a Mokrzycą i tam rozstrzelano, grzebiąc ciała w wykopach pod schrony bojowe Linii Mołotowa.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: nie wolno zadawać śmierci pod pozorem współczucia

2026-09-27 16:11

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

Godności osoby nie można mierzyć ani nie podlega ona dyskusji – podkreślił Leon XIV podczas spotkania z chorymi i pracownikami ośrodka Accueil Notre-Dame w Lourdes. Papież wezwał personel medyczny, aby pozostawał w służbie życia, rozwijał opiekę paliatywną i z czułością towarzyszył cierpiącym.

Leon XIV przypomniał, że Lourdes od ponad 150 lat jest miejscem, do którego pielgrzymi przybywają, aby przez Maryję powierzać Jezusowi swoje cierpienia fizyczne, psychiczne i duchowe. Jak zaznaczył, „tutaj kruchość nie jest ukrywana, lecz staje się przestrzenią świętego spotkania”.
CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: stańmy się narzędziami pokoju. Zaproszenie dla rodzin na jubileusz św. Franciszka

2026-09-28 16:36

Archidiecezja Częstochowska

Święty Franciszek

Święty Franciszek

Z okazji 800. rocznicy śmierci św. Franciszka abp Wacław Depo zaprasza rodziny archidiecezji częstochowskiej do wspólnej pielgrzymki i modlitwy przy relikwiach Biedaczyny z Asyżu. W dniach 1–4 października Msze jubileuszowe, różaniec i możliwość uzyskania odpustu odbędą się w Radomsku, Wieluniu, Zawierciu i Częstochowie. Metropolita przypomina, że duchowość św. Franciszka przez wieki kształtowała serca Polaków i dziś pomaga upodabniać się do Chrystusa, Księcia pokoju.

Poniżej publikujemy List pasterski Arcybiskupa Metropolity Częstochowskiego Wacława Depo z okazji obchodów 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję