Mariusz Rzymek: Wziął Ksiądz na siebie rolę współczesnego kronikarza parafii. Od zapomnienia ratuje minione wydarzenia, których świadkiem była ta ziemia. Nad czym obecnie Ksiądz Proboszcz pracuje?
Ks. Stefan Klajman: Przymierzam się do czwartej publikacji dotyczącej tutejszej społeczności parafialnej. Chronologicznie patrząc, pierwsza poświęcona była dziejom parafii, później ludziom i zawodom, a niedawno historii roku liturgicznego w naszej wspólnocie. Ta ostatnia pozycja wydana została w czasie świętowania przez nas 825 lat istnienia parafii. Aktualnie jestem w trakcie przygotowania przewodnika po cmentarzu. Mam nadzieję że ukaże się on pod koniec przyszłego roku. Na razie gotowych jest 160 stron, a myślę że będzie ok. 300.
Co intrygującego znalazł Ksiądz na temat parafialnego cmentarza?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Historia tej nekropolii jest niezwykle ciekawa. Według moich ustaleń jest ona miejscem ostatniego spoczynku ponad 17 tys. ludzi. XIX w. zaznaczył się w Wieprzu tak, że jedna zaraza następowała po drugiej i dziesiątkowała tutejszą społeczność. To powodowało, że jednego roku umierało nawet 800 osób. Jak normalnie w powiecie wadowickim było 11 tys. zgonów, to w trakcie zarazy ta liczba sięgła 61 tys. Tyfus, głód zbierały swoje żniwo. Dla porównania obecnie odnotowujemy w Wieprzu ok. 45 pogrzebów rocznie. Na ludzi w XIX w. spadały więc ciężkie doświadczenia i dobrze mieć tego świadomość. Sto lat różnicy między nimi a nami nie jest aż tak wielką barierą czasową, aby puścić to w niepamięć.
Cmentarz to jednocześnie ludzie, którzy na nim spoczywają. Co o nich będzie można przeczytać?
Przewodnik będzie okazją do przedstawienia prostych historii mieszkańców, ich zawodów, krótkich życiorysów. W ten sposób wejdziemy w świat profesji, które już zanikły – kowala, młynarza – jak i martyrologii związanej z pierwszą i drugą wojną światową czy obozami koncentracyjnymi. To będą notatki, które ubogacą treść całej książki.
Zaproponował Ksiądz swoim parafianom współpartycypację w tworzeniu przewodnika. Jaki jest odzew?
Sporo wiadomości spłynęło, ale nie aż tak dużo, na ile liczyłem. Termin nadsyłania krótkich informacji o bliskich zmarłych upływa wraz z końcem listopada. Notki, które dostanę, trafią na strony przewodnika. To będzie forma upamiętnienia, jakiej do tej pory nie było.
Jakie fotografie ubogacą publikację?
Reklama
Z tym na razie jest kłopot. W zasadzie mam jedno zdjęcie z cmentarza sprzed kilkudziesięciu lat. Do innych archiwalnych fotografii nie udało się dotrzeć. Wieprz w ogóle cierpi na brak dokumentacji fotograficznej. Proszę sobie wyobrazić, że w 1929 r. był tutaj prezydent RP Ignacy Mościcki i nie ma tego na żadnej kliszy. Wszystkie okoliczne miejscowości, które wtedy odwiedził, mają zdjęcia, ale nie Wieprz. Nie tracę nadziei, że z czasem może jednak coś wypłynie. Tak na przykład było z fotografią starego kościoła. Tuż przed jego rozbiórką ówczesny proboszcz zlecił taką dokumentację, ale ona rozproszyła się po ludziach. Po latach okazało się, że tych zdjęć nikt z miejscowych nie ma. Odbitkę, która to wydarzenie dokumentuje, znalazła w Krakowie pewna pani profesor. Tym samym zwieńczyła ona kilkanaście lat mych poszukiwań.
Jakie mogiły należą do najstarszych?
Pierwotnie cmentarz parafialny zlokalizowany był przy starej świątyni. Dekretem cesarza Józefa II trzeba go było zlikwidować. Obecnie na jego miejscu znajduje się droga krzyżowa. Jedna z najstarszych mogił datowana jest na 1805 r. Nie zachowała się jednak dla naszych czasów. W kronikach parafialnych nie udało mi się niestety znaleźć informacji, w którym roku odbył się ostatni pochówek na starym cmentarzu, a w którym na nowym. Z nagrobków, które się zachowały, te najbardziej leciwe pochodzą z końca XIX i z początku XX w. Większość grobów to były kopczyki oznaczone drewnianym krzyżem, więc nie miały prawa przetrwać. Współczesne pomniki z granitu mogą być wieczne.
Jakie osoby z tych, które leżą na tym cmentarzu, odcisnęły pozytywne piętno nie tylko na lokalnej społeczności, ale również szerzej, w regionie, w województwie?
Do nich z pewnością należy rodzina Żurków. To byli lekarze. Piastowali funkcje dyrektorskie w Bielsku-Białej, Nowym Sączu. Do pani doktor Żurek pod koniec jej życia chodziłem z Komunią św. Ona pracowała w Krakowie, ale bardzo zaangażowana była na rzecz lokalnej społeczności. Z tej rodziny wywodzi się również poetka i nauczycielka Agnieszka Żurek, której wiersze zamieszczę w przewodniku.
Reklama
Na kaplicy cmentarnej znajduje się tablica upamiętniająca mieszkańców Wieprza, którzy brali udział w walkach frontowych? Czy oni także zostali tutaj pochowani?
Jako młody ksiądz, podróżując po Niemczech i Austrii, trafiałem w kapliczkach i kościołach na zdjęcia chłopców w mundurach Wehrmachtu, którzy zginęli na wojnie. Pierwotnie bardzo mnie to oburzało. Zdałem sobie jednak sprawę, że to część historii. Oni zginęli jako żołnierze i tak zostali upamiętnieni. Dało mi to do myślenia. Skoro sprawcy dbają o swoich, to czemu my – ofiary ich agresji, należycie nie czcimy pamięci swych lokalnych bohaterów. Dlatego na kaplicy cmentarnej pojawiła się tablica związana z pochodzącymi stąd żołnierzami pierwszej i drugiej wojny światowej. Niestety nie ma na niej wszystkich nazwisk.
Według historyków ok. 100 mieszkańców Wieprza poległo na polach bitewnych I wojny światowej. Wiele z nich nadal jest anonimowych. Okres II wojny światowej udało się lepiej udokumentować. Upamiętniliśmy nie tylko żołnierzy, ale i osoby rozstrzelane przez Niemców w ostatnich dniach ich przebywania na naszej ziemi. Ich groby są obecne na tym cmentarzu. Podobnie zrobiliśmy z ofiarami obozów koncentracyjnych. Wiem nie tylko o tych, co zginęli za drutami, ale i na wolności. Ich wycieńczone ciała niestety nie potrafiły żyć.
Jaki jest sens tego typu publikacji?
Jak wspomniałem z jednej strony to upamiętnienie, a z drugiej forma modlitwy. Idąc po cmentarzu, wspomina się zmarłych, za nich się modli. Na łamach przewodnika oni na nowo odżyją. Odkurzona zostanie ich aktywność zawodowa czy działalność społeczna. W tej parafii jestem 22 lata i bardzo dużo jej mieszkańców odprowadziłem na cmentarz. Pamiętam jednego z parafian, który na moje zlecenie wykonał dwa świeczniki używane do nabożeństw za zmarłych. Gdy mi je wręczał, powiedział, że ma nadzieję, iż po jego śmierci ta modlitwa z nabożeństwa obejmie i jego. Zmarł w tym roku i stał się częścią lokalnej historii, która się domknęła.
