Zmarłego na początku stycznia ks. Piotra Leśniaka wspomina Norbert Śliwa, muzyk od lat zaangażowany w działalność wspólnoty neokatechumenalnej w Stargardzie.
Ksiądz Leśniak był znanym i cenionym kapłanem, którego cechowało wielowymiarowe myślenie. Charakteryzował się szczególnym charyzmatem pracy z powierzoną sobie wspólnotą wiernych, zwłaszcza z młodzieżą. Wspomina go w tym czasie wielu ludzi, których drogi Opatrzność skrzyżowała ze ścieżkami jego kapłańskiej służby.
Miłość do muzyki
– Księdza Piotra poznałem na początku lat 90., kiedy przyszedł do stargardzkiej kolegiaty jako neoprezbiter, czyli tuż po swoich święceniach. Przejawiał on ogromne zamiłowanie do muzyki, mieliśmy zresztą podobny gust muzyczny – wspomina Śliwa. – Odbywaliśmy ponadto wspólne rekolekcje, warsztaty dla muzyków chrześcijańskich na Golęcinie. Ksiądz Piotr miał świetne wyczucie do aranżacji chórów. Sam zresztą interesował się sztuką, pięknie malował, pisał ikony. Zorganizowaliśmy razem wiele projektów artystycznych, np. Festiwal Muzyki Chrześcijańskiej w Stargardzie. Kiedy ks. Piotr był przenoszony na inne parafie, kontynuowaliśmy naszą współpracę np. przy Jarmarku Jakubowym. Działał on również we wspólnocie neokatechumenalnej – podkreśla.
– Ksiądz Piotr był przyjacielem mojej rodziny. Często odwiedzał nas też prywatnie w domu – opowiada muzyk. – Kiedyś nawet kupił od nas busa, by móc wozić studentów na spływy kajakowe. Pamiętam też, że zorganizował przyjęcie na moje 18. urodziny. Osiemnastka odbyła się w Koszewie. Koncertowaliśmy tam przez 2 dni. Ksiądz Piotr słynął również z tego, że miał motor MZ. Zawsze podczas rekolekcji dawał nam się nim przejechać. Jeździliśmy więc tym motorem z moją dziewczyną, a obecnie żoną – wspomina.
Z młodzieżą w Moskwie
– Kiedyś ks. Piotr wpadł na taki szalony pomysł i zabrał naszą ekipę do Moskwy, a po drodze pokazał nam Katyń i Miednoje. W Moskwie jego znajomy ksiądz, który nas tam gościł, powiedział mu, żeby nie chodził w sutannie po ulicach stolicy Rosji, bo może nie wrócić do kraju żywy. W końcu były to lata 90. Ksiądz Piotr się jednak tym nie przejął i przez cały czas wszędzie chodził w sutannie. Milicjanci na Placu Czerwonym patrzyli na niego krzywo, gdy zobaczyli go w takim stroju. Pamiętam, że pod Moskwą trafiliśmy na pewien kościół, który komuniści przerobili na szwalnię flag. W pamięci pozostał mi obraz irytacji ks. Piotra, gdy zobaczył, jak przez główne drzwi tego byłego kościoła wjechała ciężarówka. To go wtedy bardzo zabolało i powiedział, że będziemy się przy tym kościele modlić – wspomina muzyk.
Pełen duszpasterskiej troski
Reklama
– Ksiądz Piotr był człowiekiem z dużym poczuciem humoru, choć nie bał się podnosić naprawdę ważnych problemów. Było miło, gdy razem graliśmy, czy organizowaliśmy koncerty, ale do rzeczy zasadniczych dla budowania życia na zasadach wiary ks. Piotr zawsze podchodził bardzo poważnie – dodaje Norbert Śliwa. – Zresztą był on też kapłanem, który doskonale czuł problemy młodzieży. Nieraz, w sposób oczywiście jak najbardziej pozytywny, działał nam na nerwy swoimi duszpasterskimi wymaganiami, czując pewnie jako kapłan swoją odpowiedzialność za nas przed Bogiem. Stymulował nas do rozwoju i pracy nad sobą.
– Przy całym moim szacunku dla innych kapłanów, bo jest przecież wielu wspaniałych księży, uważam, że ks. Piotra Leśniaka będzie bardzo trudno zastąpić – zaznacza muzyk.
– Miał on rzadko spotykaną, nie tylko silną, ale wręcz charyzmatyczną osobowość. Potrafił myśleć przy tym wielowymiarowo i ogarniać swoją duszpasterską troską wszystkich, których Bóg postawił na jego drodze. Od niego nauczyłem się m.in. postawy życia w prawdzie przed własnymi dziećmi. Jeśli dziecko mnie o coś zapyta, to zawsze powiem prawdę. Bo pytania zadawane w każdym wieku, są istotne, zwłaszcza pytania o moralność – wyznaje na zakończenie swojego wspomnienia stargardzki muzyk i przyjaciel zmarłego ks. Piotra.
Rodzina, współpracownicy i studenci pożegnali w sobotnie przedpołudnie prof. Antoniego Rosikonia. Mszy św. przewodniczył ks. Andrzej Marcak, proboszcz archikatedry Chrystusa Króla w Katowicach. – Lekarze pewnie mieliby rożne teorie dlaczego tak długo żył. My powiedzielibyśmy, że Pan Bóg mu błogosławił – mówił nawiązując do wieku zmarłego. Prof. Antoni Rosikoń w czerwcu obchodził 106. urodziny. Niemal do końca życia pozostał aktywny zawodowo.
Wspominając zmarłego proboszcz zwrócił uwagę, że jego przykład uczy, co w życiu jest najważniejsze. Prof. Antoni Rosikoń był człowiekiem, który kierował się jasnymi zasadami, szukał oparcia w Bogu.
W imieniu zebranych zmarłego pożegnali syn Janusz, wnuk Jan oraz prof. Jan Ślusarek, dziekan Wydziału Budownictwa Politechniki Śląskiej. – Ojciec pozostał taki sam w przekazach jego współpracowników, podwładnych i studentów, jak i nas, jego synów. Często dzieci żyją przygniecione wielkością swoich rodziców. Nasz ojciec był inny. Pochłaniała go pasja do pracy, ale zawsze znalazł czas, uśmiech, życzliwość, miłość dla synów. Potem wnuczki i wnukowie byli dla niego najważniejsi – wspominał syn, Janusz Rosikoń. – Wiedział, że rodzina jest czymś, co w wielkiej historii decyduje o powodzeniu lub upadku imperiów.
Syn zmarłego potwierdził również, że prof. Antoni Rosikoń był człowiekiem, który starał się swoim przykładem zachęcać innych do czynienia dobra. – Boga nam nie narzucał, choć pewnie modlił się w intencji naszego nawracania – zauważył.
Żegnając prof. Rosikonia, byli zgodni, że odszedł człowiek, który zainteresowania techniczne łączył z humanizmem. Był pasjonatem łaciny i historii. Często cytował Owidiusza, Goethego czy Mickiewicza, którego szczególnie lubił. Dziekan Politechniki Śląskiej zauważył, że życie i pracę profesora można streścić w słowach Ignacego Loyoli: „Na większą chwałę Bożą”.
Po Mszy św., zgodnie z życzeniem zmarłego, przeprowadzono kwestę na dom dla trudnych dziewcząt, który siostry szarytki prowadzą w Łbiskach pod Warszawą. – W przeszłości pan profesor sam znacznie wsparł budowę tego domu, a teraz prosi o to was, tu zebranych – wyjaśnił ks. Marcak.
Prof. Antoni Rosikoń spoczął w grobowcu rodzinnym na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza w Katowicach. Msza św. w 30. dniu po śmierci zostanie odprawiona 18 września o godz. 12 w katowickiej archikatedrze.
Antoni Rosikoń był emerytowanym profesorem Politechniki Śląskiej, w której w 1967 roku utworzył Katedrę Budowy Kolei. Urodził się 10 czerwca w 1907 r. w Grodkowie Siewierskim. Ukończył ośmioklasowe Gimnazjum Państwowe i Liceum w Częstochowie. Studia ukończył na Politechnice Warszawskiej w 1932 roku. W tym samym roku został etatowym pracownikiem PKP - gospodarzem odcinka kolei od Tarnowskich Gór do Chorzowa Batorego.
W 1976 r. profesor został dyrektorem Instytutu Dróg i Mostów na Wydziale Budownictwa Politechniki Śląskiej ze stopniem profesora kontraktowego. Zwieńczeniem ogromnego dorobku pracy zawodowej, zwłaszcza naukowego i dydaktycznego, było nadanie mu przez Prezydenta RP w 2001 r. tytułu naukowego profesora nauk technicznych - został wtedy najstarszym nominowanym, emerytowanym profesorem w kraju.
Na swoje setne urodziny wydał książkę "O obrotach podpór i przęseł mostu". Jest ona podstawą do aktualizacji wytycznych projektowania obiektów inżynierskich na terenach objętych szkodami górniczymi.
Antoni Rosikoń w 2008 roku został honorowym laureatem kolejnej edycji konkursu "Człowiek Roku – Przyjaciel Kolei", a podczas uroczystej gali z okazji Święta Kolejarza został odznaczony najważniejszym odznaczeniem państwowym – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W lipcu 2012 roku otrzymał tytuł Honorowego Profesora Politechniki Śląskiej.
Prywatnie prof. Rosikoń wychował dwóch synów - Andrzeja (76 lat), inżyniera, i Janusza (71), znanego warszawskiego fotografa i wydawcę.
„Jesteśmy na nogach od drugiej w nocy czasu wenezuelskiego, aby śledzić rozwój wydarzeń. Towarzyszymy naszemu narodowi modlitwą” - powiedział włoskiej agencji katolickiej SIR przewodniczący Konferencji Episkopatu Wenezueli, arcybiskup Valencii, Jesús González de Zárate.
Komentując nocny atak Stanów Zjednoczonych na główne instytucje i obiekty wojskowe w Caracas, hierarcha zaznacza, iż wydarzenia są w pełnym toku i jest zbyt wcześnie, by można je było oceniać. Pragnie podkreślić „zaufanie do Boga i do wartości naszego narodu”.
Stowarzyszenie Pokolenie/Instytut Pamięci Narodowej
Kard. August Hlond
- „Na początku było Słowo. Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo”. Tym, którzy je przyjęli, dało moc, dało światło, dało zwycięstwo. To słowo głosił niestrudzony prymas kardynał August Hlond, pierwszy biskup naszej diecezji, który sto lat temu w tym Kościele przyjął święcenia biskupie i dokonał uroczystego ingresu do nowo utworzonej diecezji katowickiej - mówił abp Andrzej Przybylski w czasie Eucharystii z okazji 100. rocznicy ingresu Augusta Hlonda do pierwszej katedry katowickiej.
Odnosząc się do odczytanego fragmentu Ewangelii św. Jana, abp Andrzej Przybylski przypomniał, że w prologu zawarta jest synteza całej teologii wcielenia. Jednocześnie Ewangelista zwraca uwagę słuchaczy, że to słowa determinują nasz sposób myślenia.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.