Reklama

Stan półwolności

O prawnych, mentalnych i polityczno-finansowych przyczynach niedostatku wolności słowa w Polsce z Wiktorem Świetlikiem rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 27/2015, str. 36-37

Dominik Różański

Wiktor Świetlik

Wiktor Świetlik

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Każde dziecko w Polsce wie, że od 25 lat możemy się cieszyć wolnością słowa...

WIKTOR ŚWIETLIK: – Jaka szkoda, że nie jestem już dzieckiem! Nie zgadzam się z poglądem kończącego właśnie swoją kadencję prezydenta, że wolność słowa została raz na zawsze wywalczona przez pokolenie „Solidarności”, że dostaliśmy ją i mamy się nią cieszyć.

– I nie cieszy się Pan?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Po prostu nie przyjmuję tej diagnozy, która jest całkowicie obca krajom o ugruntowanej wolności słowa i o dużo lepszym jej zabezpieczeniu. U nas jakby zapomniano o tej klasycznej dewizie myśli wolnościowej, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze, lecz musi być stale zabezpieczana. Także wolność słowa musi być nieustannie przedmiotem specjalnej troski.

– A w III RP najwyraźniej tej troski zabrakło?

Reklama

– Tak. I to z co najmniej kilku powodów. Z obserwacji prowadzonej od 1996 r. przez nasze Centrum Monitoringu Wolności Prasy wynika, że istnieją liczne problemy prawne i systemowe bardzo ograniczające wolność słowa. A, moim zdaniem, główną przeszkodą jest tu problem mentalny, tkwiący głęboko w społeczeństwie, zwłaszcza w elitach, które nie wyrastały w wolności słowa jako stanie naturalnym. Stąd też to kuriozalne podejście, że wolność została raz na zawsze nadana (wywalczona) i co najwyżej można jej postawić betonowy pomnik, co też uczyniono.

– Uważa Pan, że zabieganie o wolność słowa w Polsce skończyło się na zniesieniu cenzury?

– Uważam, że ta dalsza troska była – i nadal jest – niewystarczająca, a może tylko nieprzemyślana... Oczywiście, trzeba również docenić kilka pozytywnych działań, przede wszystkim zniesienie monopolu kolportażowego i uwolnienie rynku mediów oraz przez pewien czas dość liberalne przepisy dotyczące wydawania prasy lokalnej i regionalnej, co zaowocowało cenną dla życia publicznego erupcją tego rodzaju prywatnych, niezależnych gazet i czasopism.

– Rozkwit niezależnych mediów lokalnych okazał się jednak bardzo przejściowym zjawiskiem. Dlaczego?

– Może dlatego, że zbyt gorliwie pełniły one funkcję kontrolną wobec lokalnych władz...? Faktem jest, że szybko pojawiły się liczne, hojnie dotowane przez państwo urzędy i rozdawano za darmo gazety-biuletyny informacyjne, będące w istocie organami miejscowych władz. Kilkanaście lat temu zaczęto masowo tworzyć tę nieuczciwą konkurencję, która ostatecznie prawie doprowadziła do upadku mediów lokalnych, zwłaszcza tych naprawdę niezależnych. I co najgorsze, ich los mało kogo dziś obchodzi. A powinien, gdyby naprawdę chciano dbać o wolność słowa i o wolną debatę publiczną.

Reklama

– Tak po prostu nie chciano, zaniedbano media lokalne z niechlujstwa i głupoty czy może raczej zrobiono to z premedytacją?

– Stawiam na premedytację albo na wykorzystanie niechlujstwa z premedytacją. Faktem jest, że wolność słowa bardzo cierpi z powodu ciężkiej choroby całego rynku medialnego. Niedostatecznie dobre skonstruowanie przepisów antykoncentracyjnych pozwoliło kilku, a ostatecznie tylko jednemu niemieckiemu koncernowi wydawniczemu zostać absolutnym potentatem na rynku polskiej prasy regionalnej. Tenże wydawca dokonał następnie licznych wrogich przejęć tytułów lokalnych, które po prostu likwidował jako zagrożenie dla dużych gazet regionalnych. To w oczywisty sposób zakłóciło pluralizm przekazu, zlikwidowało jego lokalność; większość treści docierających do lokalnych odbiorców produkuje się na poziomie krajowym, w centrali jednego wielkiego wydawnictwa. Do tego dochodzi jeszcze coraz bardziej niepokojące ograniczanie wolności słowa, zwłaszcza krytyki, pod presją lobby samorządowego.

– A to dziś naprawdę bardzo utrudnia życie dziennikarskim donkiszotom.

Reklama

– Wprost uniemożliwia! Naprawdę nie sposób pojąć, dlaczego w Polsce wciąż obowiązuje art. 212 KK, który nie tylko pozwala na skazywanie dziennikarzy, ale jest też elementem represji jeszcze przed wyrokiem – zniechęca ich do pisania o pewnych sprawach. Już samo postępowanie karne związane z zarzutem o zniesławienie może skutecznie zniszczyć przyszłość – i to nie tylko zawodową – dziennikarza. Z obserwacji Centrum Monitoringu Wolności Prasy wynika, że rocznie toczy się kilkadziesiąt procesów, ale z pewnością jest ich znacznie więcej.

– Dlaczego nie można zmienić tego przepisu?

– Lobby środowisk dziennikarskich jest w tej sprawie bardzo silne, jednak istnieją blokady gdzieś na poziomie politycznym. Mimo że prawie wszyscy politycy opowiadają się za jego zniesieniem, na dobrą sprawę w żadnej partii nie rozmawia się na ten temat poważnie. Silna obstrukcja występuje też w środowiskach prawniczych zbliżonych do Ministerstwa Sprawiedliwości. Zapewne dlatego, że właściwie wszystkie instytucje publiczne, państwowe i samorządowe czują się przez ten przepis chronione. Moim zdaniem, jest to zdecydowanie nadmierna ochrona, szkodliwa dla wolności słowa oraz dla dobra publicznego.

– Środowisko dziennikarskie nie może też wpłynąć na sensowną zmianę przestarzałego już prawa prasowego. Dlaczego to takie trudne?

– Ustawa Prawo prasowe pochodzi z 1984 r. i jest takim „spóźnionym dzieckiem” stanu wojennego... Dopiero blisko 2 lata temu zniesiono zapis o odpowiedzialności karnej za niezamieszczenie sprostowania! I to chyba tylko dlatego, że ostatnio zbyt często skutkował on przegranymi przez Polskę procesami w Strasburgu. Pozostało jednak w tej ustawie wiele przepisów kontrowersyjnych, dziwnych, archaicznych. Są np. aż 2 artykuły karne!

– Ale to właśnie one mają chronić dziennikarzy.

Reklama

– Wcale nie chronią. Wprawdzie grożą surowymi sankcjami za próby nieuprawnionego nacisku na dziennikarzy, jednak w praktyce nie są wykorzystywane. Za to często nadużywa się przeciwko dziennikarzom przepisów Kodeksu karnego: wspomnianego art. 212 oraz art. 241 (o ujawnieniu tajemnicy z postępowania przygotowawczego prokuratury). Dziennikarze często – bez wsparcia własnych wydawców – zostają sami wobec silnych instytucji. Są bez szans.

– Dotyczy to przede wszystkim właśnie małych mediów lokalnych...

– Przede wszystkim, ale nie tylko. W obronie swoich dziennikarzy nie stają – z powodów polityczno-ekonomicznych – także wielcy wydawcy.

– Czy można powiedzieć, że wolność słowa w Polsce w zbyt dużym stopniu jest finansowo i politycznie uwarunkowana?

– Niestety, tak. Mechanizm jest prosty: media niepoprawne politycznie nie dostają reklam, każdy nieprzychylny wobec jakiejś instytucji artykuł może skutkować odcięciem dopływu pieniędzy, dziennikarz zbyt ambitnie ścigający nieuczciwych urzędników lub biznesmenów może stracić pracę itd. Potężnym problemem w skali kraju jest dziś to, że bogate spółki Skarbu Państwa karmią przede wszystkim media całkowicie wspierające bieżący układ władzy. Wystarczy spojrzeć na „Gazetę Wyborczą”, będącą dziś biuletynem partyjnym PO, a zarazem największym beneficjentem – wraz z powiązanymi z nią licznymi firmami – publicznych pieniędzy.

– A mimo to w ostatnim czasie przebiło się kilka tytułów nie z tej bajki.

Reklama

– To prawda, kilku tytułom prasowym udało się z dobrym skutkiem przebić tę mainstreamową narrację, powstały też niezależne portale internetowe. Oczywiście, wszystkie te przedsięwzięcia funkcjonują w warunkach o niebo gorszych niż bezkrytyczne wobec władzy media głównego nurtu. Ale przynajmniej okazało się, że nie da się całkowicie zdusić wolnego rynku, nie da się nie uwzględnić popytu, manipulując podażą. Jeżeli był popyt na media konserwatywne, to musiały się pojawić.

– A więc jednak przybyło nam wolności słowa.

– Można powiedzieć, że mamy dziś stan półwolności słowa, który jednak się nie polepsza. Jesteśmy w tej kwestii gdzieś pośrodku między Wschodem a Zachodem, mimo że od lat 90. ubiegłego wieku media wyraźnie się rozmnożyły, że przybyło czasopism i tygodników opiniotwórczych, pism kolorowych, tabloidów, a postęp technologiczny sprawił, że pojawiły się wielkie stacje telewizyjne.

– Więcej nie znaczy lepiej, ponieważ właśnie te największe media tworzą jeden, jedynie słuszny światopoglądowo i politycznie, przekaz...

– Niestety, tak, niedawno jednak pojawiła się też niewielka, ale za to niezależna Telewizja Republika, promująca poglądy konserwatywne. Jeszcze kilkanaście lat temu, z uwagi na wielki wówczas koszt nowoczesnej technologii, byłoby to zupełnie niemożliwe.

– Nowe technologie są zatem szansą na poszerzenie wolności słowa w Polsce?

– Doskonale pokazały to wybory prezydenckie, w których większą rolę odegrały portale internetowe niż media głównego nurtu; większe wrażenie zrobił np. skromny, mało kosztowny filmik z Wojciechem Cejrowskim niż nadęty, drogi i bardzo promowany w mediach program celebryty Kuby Wojewódzkiego.

– W ostateczności o wolności słowa zawsze decydują niepokorni dziennikarze.

Reklama

– I zawsze wiąże się to z wyborem trudniejszej drogi zawodowej. Znany z przeszłości dziennikarz Tomasz Wołek, obecnie często goszczący w prorządowych mediach, nazwał dziennikarzy niepokornych watahą wilków zagryzających się nawzajem. Wywołany do odpowiedzi Piotr Gursztyn przyznał, że być może tak jest, ale wilki są zwierzętami potrafiącymi żyć jedynie na wolności, nawet w trudnych warunkach, natomiast ci pokorni dziennikarze są podobni do miłych pudli, świetnie wykonujących wyuczone polecenia, za które dostają nagrodę. Wartością strony konserwatywnej jest właśnie to, że tutaj toczą się bardzo zaciekłe, ale zarazem bardzo ważne dyskusje, jak choćby ta o Powstaniu Warszawskim na bazie kontrowersyjnej książki Piotra Zychowicza pt. „Obłęd ’44”. Ale oczywiście prawdą jest, że pudelki tak ostro się nie kłócą i zawsze są milsze.

– Wydaje się, że wzorem wolności słowa powinny być media publiczne, tymczasem gołym okiem widać, że w Polsce zawsze przemawiają one językiem partii rządzącej. Co na to Centrum Monitoringu Wolności Prasy?

– Lista zbieranych przez nas zarzutów jest coraz dłuższa. Upolitycznienie, bardzo widoczne np. w przypadku TVP, wynika już z samego modelu mediów publicznych w Polsce – rządząca formacja przejmuje je i całkowicie podporządkowuje swoim celom politycznym. Według mnie, przy wszystkich moich zastrzeżeniach ideologicznych do BBC jako wzoru rzetelności dla europejskich mediów, polska telewizja publiczna jest antystandardem BBC. Jeżeli nie przeprowadzi się w tej potężnej instytucji rozsądnych zmian, zawsze będzie przechodziła z rąk do rąk, a jej dziennikarze wciąż będą „wiatrołapami” koniunktury politycznej.

– Skoro w mediach publicznych trudno o wolne słowo, to może jednak wolne są w Polsce media prywatne, choćby wielkie stacje telewizyjne i radiowe?

Reklama

– Mogłoby tak być, ale tak nie jest. Mamy tu rozliczne powiązania ze spółkami Skarbu Państwa, powiązania reklamowe i przede wszystkim uzależnienia od władzy politycznej wynikające z systemu koncesyjnego: o przedłużeniu koncesji decyduje związana z partią rządzącą Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Nie bez znaczenia są też zależności wynikające z oczekiwań odbiorców. Myślę, że TVN24 jest dziś tubą PO dlatego, że tego właśnie oczekują widzowie tej stacji. Tak samo zresztą jak czytelnik „Gazety Polskiej” albo widz Telewizji Republika oczekuje krytyki rządu koalicji PO-PSL.

– Apolityczność i neutralność mediów to tylko mit?

– Niewątpliwie problemem jest dziś to, że te przymioty są nadużywane i źle rozumiane. Bo przecież jeżeli ktoś jest obiektywnym publicystą, to powinien zmienić pracę... Być może byłoby lepiej i uczciwiej, gdyby dziennikarze przyznawali się do swoich poglądów i mogli np. publicznie mówić, na kogo głosują, co przecież nie wyklucza rzetelnego wykonywania zawodu.

– Tymczasem w świecie wolności słowa mamy do czynienia z hipokryzją?

– Zbyt często mamy do czynienia ze ściemnianiem, z udawaniem obiektywizmu, z pozorowaną neutralnością. To zaprzeczenie wolności słowa.

* * *

Wiktor Świetlik
dziennikarz, publicysta, obecnie współpracuje z czasopismem „wSieci”. Od 2009 r. jest dyrektorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 2010 r. opublikował książkę „Bronisław Komorowski, pierwsza niezależna biografia” (wyd. „The Facto”).

2015-06-30 11:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty Jan Nepomucen

Niedziela podlaska 20/2001

[ TEMATY ]

święty

Arkadiusz Bednarczyk

Św. Jan Nepomucen z kościoła w Lutczy

Św. Jan Nepomucen z kościoła w Lutczy
Św. Jan Nepomucen urodził się w Pomuku (Nepomuku) koło Pragi. Jako młody człowiek odznaczał się wielką pobożnością i religijnością. Pierwsze zapiski o drodze powołania kapłańskiego Jana pochodzą z roku 1370, w których figuruje jako kleryk, zatrudniony na stanowisku notariusza w kurii biskupiej w Pradze. W 1380 r. z rąk abp. Jana Jenzensteina otrzymał święcenia kapłańskie i probostwo przy kościele św. Galla w Pradze. Z biegiem lat św. Jan wspinał się po stopniach i godnościach kościelnych, aż w 1390 r. został mianowany wikariuszem generalnym przy arcybiskupie Janie. Lata życia kapłańskiego św. Jana przypadły na burzliwy okres panowania w Czechach Wacława IV Luksemburczyka. Król Wacław słynął z hulaszczego stylu życia i jawnej niechęci do Rzymu. Pragnieniem króla było zawładnąć dobrami kościelnymi i mianować nowego biskupa. Na drodze jednak stanęła mu lojalność i posłuszeństwo św. Jana Nepomucena. Pod koniec swego życia pełnił funkcję spowiednika królowej Zofii na dworze czeskim. Zazdrosny król bezskutecznie usiłował wydobyć od Świętego szczegóły jej spowiedzi. Zachowującego milczenie kapłana ukarał śmiercią. Zginął on śmiercią męczeńską z rąk króla Wacława IV Luksemburczyka w 1393 r. Po bestialskich torturach, w których król osobiście brał udział, na pół żywego męczennika zrzucono z mostu Karola IV do rzeki Wełtawy. Ciało znaleziono dopiero po kilku dniach i pochowano w kościele w pobliżu rzeki. Spoczywa ono w katedrze św. Wita w bardzo bogatym grobowcu po prawej stronie ołtarza głównego. Kulisy i motyw śmierci Świętego przez wiele lat nie był znany, jednak historyk Tomasz Ebendorfer około 1450 r. pisze, że bezpośrednią przyczyną śmierci było dochowanie przez Jana tajemnicy spowiedzi. Dzień jego święta obchodzono zawsze 16 maja. Tylko w Polsce, w diecezji katowickiej i opolskiej obowiązuje wspomnienie 21 maja, gdyż 16 maja przypada św. Andrzeja Boboli. Jest bardzo ciekawą kwestią to, że kult św. Jana Nepomucena bardzo szybko rozprzestrzenił się na całą praktycznie Europę. W wieku XVII kult jego rozpowszechnił się daleko poza granice Pragi i Czech. Oficjalny jednak proces rozpoczęto dopiero z polecenia cesarza Józefa II w roku 1710. Papież Innocenty XII potwierdził oddawany mu powszechnie tytuł błogosławionego. Zatwierdził także teksty liturgiczne do Mszału i Brewiarza: na Czechy, Austrię, Niemcy, Polskę i Litwę. W kilka lat potem w roku 1729 papież Benedykt XIII zaliczył go uroczyście w poczet świętych. Postać św. Jana Nepomucena jest w Polsce dobrze znana. Kult tego Świętego należy do najpospolitszych. Znajduje się w naszej Ojczyźnie ponad kilkaset jego figur, które można spotkać na polnych drogach, we wsiach i miastach. Często jest ukazywany w sutannie, komży, czasem w pelerynie z gronostajowego futra i birecie na głowie. Najczęściej spotykanym atrybutem św. Jana Nepomucena jest krzyż odpustowy na godzinę śmierci, przyciskany do piersi jedną ręką, podczas gdy druga trzyma gałązkę palmową lub książkę, niekiedy zamkniętą na kłódkę. Ikonografia przedstawia go zawsze w stroju kapłańskim, z palmą męczeńską w ręku i z palcem na ustach na znak milczenia. Również w licznych kościołach znajdują się obrazy św. Jana przedstawiające go w podobnych ujęciach. Jest on patronem spowiedników i powodzian, opiekunem ludzi biednych, strażnikiem tajemnicy pocztowej. W Polsce kult św. Jana Nepomucena należy do najpospolitszych. Ponad kilkaset jego figur można spotkać na drogach polnych. Są one pamiątkami po dziś dzień, dawniej bardzo żywego, dziś już jednak zanikającego kultu św. Jana Nepomucena. Nie ma kościoła ani dawnej kaplicy, by Święty nie miał swojego ołtarza, figury, obrazu, feretronu, sztandaru. Był czczony też jako patron mostów i orędownik chroniący od powodzi. W Polsce jest on popularny jako męczennik sakramentu pokuty, jako patron dobrej sławy i szczerej spowiedzi.
CZYTAJ DALEJ

Francuski sąd rozstrzyga spór o katedrę Notre-Dame: historyczne witraże zastąpią nowoczesne

2026-05-21 09:32

[ TEMATY ]

Notre‑Dame

Monika Książek

Decyzja sądu jest odpowiedzią na wniosek o wstrzymanie trwających w katedrze prac nad demontażem i wymianą historycznych witraży. Apelowali o to konserwatorzy i przedstawiciele stowarzyszeń zajmujących się ochroną dziedzictwa kulturowego. Obrońcy witraży podkreślali, że skoro przetrwały one tragiczny pożar, to ich zachowanie powinno być naturalnym wyborem w procesie odbudowy.

Inicjatorem pomysłu wprowadzenie do odrestaurowanej katedry współczesnych witraży jest prezydent Francji Emmanuel Macron, który motywuje swą decyzję pragnieniem pozostawienia w bazylice „śladu XXI wieku”, który okazał się dla katedry tak bolesny poprzez wyniszczający pożar. Koszt przedsięwzięcia szacowany jest na około 4 mln euro. Ostateczna decyzja w sprawie urządzenia paryskiej katedry należy do państwa, które od 1905 roku jest jej właścicielem.
CZYTAJ DALEJ

Norwegia: katolicka kaplica w miejscu męczeństwa św. Olafa

2026-05-21 15:15

[ TEMATY ]

Norwegia

Vatican Media

W Norwegii ponownie oddano do użytku wiernych katolicką kaplicę na wzgórzu Stiklestad. Znajduje się ona na miejscu męczeńskiej śmierci św. Olafa. Świątynię ufundowała w 1930 r. norweska pisarka, konwertytka i noblistka Sigrid Undset. Ta kaplica to duchowe serce Norwegii – podkreślił bp Erik Varden.

Ponowne otwarcie kaplicy i konsekracja nowego ołtarza odbyły się 20 maja, w 144. rocznicę urodzin Sigrin Undset. Uroczystościom przewodniczył bp Erik Varden, ordynariusz diecezji Trondheim. W homilii podkreślił, że Stiklestad to duchowe serce Norwegii - relacjonuje Vatican News.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję